Przyszłość górnictwa węglowego a JOW

Wojciech Błasiak

Przyszłość górnictwa węglowego a JOW

            W branży górniczej zaczyna powoli wrzeć, a nowe kierownictwo Ministerstwa Energetyki nie ma nic do zaproponowania ani związkom zawodowym, ani kierownictwu Kompanii Węglowej. Tak jak to przewidywałem PiS w sprawach gospodarczych przyszedł do władzy politycznej z pustymi rękami, a ujawni się to dość szybko poczynając od górnictwa węgla kamiennego, bo to najtrudniejszy problem gospodarczy do pozytywnego dla Polski rozwiązania. Choć dobrze życzę temu rządowi, to nie sądzę, aby z gospodarką sobie poradził. I nadal twierdzę, że bez pozytywnej selekcji elit politycznych w drodze wprowadzenia ordynacji wyborczej do Sejmu opartej na regule JOW, nie rozwiążemy trwale żadnego z naszych kluczowych problemów jako naród i państwo             

Wyniszczone ekonomicznie i technicznie górnictwo węglowe

            Obecna sytuacja branży górniczej jest pokłosiem tego, co działo się przez ostatnie 27 lat. Powtórzę raz jeszcze swoją główną tezę z mojego opracowania z 2010 roku „Jak niszczono górnictwo węgla kamiennego w III RP”: górnictwo w III RP było niszczone ekonomicznie i technicznie celowo, świadomie i systematycznie, zgodnie z programem Banku Światowego, po to aby Polska z jednego z największych na świecie eksporterów węgla, jego importerem netto. Dziś branżę można porównać do pacjenta w ciężkim stanie, podłączonego do finansowej kroplówki, bez której zaczęłaby się jego agonia. Jest to efekt ukrytego w cenach wypompowywania z górnictwa dziesiątków miliardów złotych, które powinny były pójść na inwestycje w przygotowywanie nowych złóż do wydobycia.

I to jest wynik polityki prowadzonej przez ostatnie ćwierć wieku. Przypomnę tylko o programie Andrzeja Karbownika i Janusza Steinhoffa. Oni zamknęli 24 kopalnie, zwolnili 97 tys. górników dając im odprawy, na które pożyczono 600 mln dolarów i zmniejszyli wydobycie węgla o 32 mln t, ale zadłużenie górnictwa w ich czasach wzrosło gigantycznie z 12 mld zł do ponad 22 mld.

Skutkiem takiej polityki jest to, że Polska, która ma 85% zasobów węgla kamiennego całej Unii Europejskiej, jest jego importerem netto od 2008 roku. Symbolem tej polityki było zamknięcie kopalni węgla koksującego „Kaczyce” w pobliżu granicy czeskiej i wysadzenie jej szybu w powietrze, a potem wydania koncesji na eksploatację jej złóż przez pobliską kopalnię czeską.

Mamy już 290 mld euro długów zagranicznych, a samo państwo jest zadłużone na 130 mld euro. I brniemy w to dalej. A przy tych elitach władzy, obudzimy się w sytuacji greckiej. Jednocześnie w tym czasie jesteśmy importerami netto węgla, choć de facto prawie całe jego unijne zasoby są w Polsce. Importujemy węgiel z Rosji, Czech i Stanów Zjednoczonych. Być może nawet ze własnych złóż byłej kopalni „Kaczyce”.

Doprowadzić do stabilnej rentowności

                Aby postawić branżę górniczą na nogi i skończyć z bycia importerem netto, trzeba doprowadzić ten podsektor do stabilnej rentowności. I nie da się tego zrobić przy obecnym sposobie zarządzania i organizacji. Trzeba zacząć od głębokiej reorganizacji całej branży. Należy skoncentrować kapitałowo i organizacyjnie wydobycie węgla w dwóch wielkich grupach wydobywczych: węgla energetycznego i węgla koksującego. Trzeba stworzyć dwa wielkie europejskie koncerny węglowe i skończyć z rozpraszaniem produkcji.

Rentowność górnictwa, ze względu na jego niepowtarzalną w innych podsektorach i sektorach gospodarki specyfikę, musi być rozważana w skali całej branży. Tego nie da się zrobić w odniesieniu do poszczególnych kopalń. Kopalnie mają swoje zróżnicowane cykle życia, wznoszące i spadające, a do tego dochodzą sytuacje nadzwyczajne, typu katastrofy. Przykład: kopalnia Brzeszcze. Duże perspektywiczne pokłady, ale przytrafił się w niej pożar i wyliczono, że już nie jest rentowna, więc trzeba ją zamknąć. Nie może być tak, że gdy pojawiają się ujemne wyniki finansowe, to kopalnia nadaje się tylko do zamknięcia. Kopalnia w ramach większego podmiotu kapitałowego nadal może funkcjonować i dochodzić do siebie, a nie być bezpowrotnie kasowaną. Gdyż później mamy casus „Kaczyc”.

Skonsolidować procesy gospodarowania w koncernach górniczych

Należy w pełni skonsolidować procesy gospodarcze w powołanych koncernach, od finansowania, przez wydobycie, po dystrybucję i handel węglem. Trzeba zbudować od podstaw proces zasadniczego samofinansowania górnictwa, poprzez stworzenie własnego Banku Górniczego. Będzie to istotne obniżenie kosztów finansowania górnictwa. I to nade wszystko państwo musi w znaczącej części wyłożyć kapitał założycielski.

I równolegle trzeba zwiększać przychody i zyski poprzez przejęcie przez koncerny węglowe całej dystrybucji i handlu węglem, w tym również jego eksportu. To nie może być tak jak dziś, że kopalnie ledwo dyszą finansowo, a spółki handlujące węglem opływają w finansowej śmietanie. Cały łańcuch gospodarczy nowych koncernów trzeba spiąć w jeden proces gospodarczy.

Wyrównać obciążenie fiskalne

Branża górnicza jest szczególnie silnie obciążona fiskalnie w daninach na rzecz państwa i gmin. Ponoć górnictwo odprowadza do budżetu rocznie 7,5 mld zł, a wszystkie banki 2,5 mld. Trzeba przeprowadzić szczegółowe analizy i równomiernie rozłożyć obciążenia fiskalne na wszystkie podsektory i sektory gospodarki. I jak wszystko na to wskazuje, będzie to zmniejszenie obciążeń fiskalnych branży górniczej.

Wynik finansowy, nawet negatywny, jest tylko punktem wyjścia do analizy ekonomicznej, bo ekonomia jest nauką. Ekonomia zaczyna się tam, gdzie kończy się księgowość. Zadaniem ekonomisty jest zbadać stan rzeczy i stwierdzić, co trzeba zrobić, by było inaczej. Działania sprowadzające się do tego, że coś tam się zamknie, coś się gdzie indziej przymknie, nie prowadzą do uzdrowienia sytuacji w branży, tylko – w końcowym rozrachunku – nawet do jej likwidacji.

Głęboka wymiana kadr menedżerskich

Obecne kadry menedżerskie jedyne wyjście w obniżaniu kosztów widzą w cięciu kosztów pracy, a najlepiej w obniżaniu płac i dalszych redukcjach zatrudnienia. Owszem i tego nie można wykluczyć. Ale cięcia płac są najłatwiejsze da tych, którzy zarządzają. I tak przez ćwierćwiecze Polska straciła 5 mln miejsc pracy. Dlatego w obniżce kosztów wydobycia należy zacząć nade wszystko od obniżki kosztów finansowania i przestać dawać zarabiać gigantycznych pieniędzy zagranicznym nade wszystko bankom, tworząc własny bank, który ma sam zarabiać dla górnictwa.

Była wicepremier Elżbieta Bieńkowska na „taśmach prawdy” wyraziła zdecydowania negatywną opinię o poziomie kadr menadżerskich w górnictwie. Sądzę, że musiała mieć do tego podstawy. Ale i bez jej opinii sądzę, że głęboka wymiana kadr menadżerskich jest w górnictwie konieczna. Budowanie trwałej rentowności branży trzeba powierzyć nowym ludziom.

Państwo ma zreformować górnictwo

Branżę ma reformować państwo. Tak gigantycznych złóż węgla nie ma w całej Unii. A zadłużenie zagraniczne jest też  gigantyczne.  Państwo musi wyznaczyć kierunek: albo bazujemy na własnym wydobyciu i czynimy wszystko, by uzyskać rentowność, nawet na początku dopłacając do interesu. Albo też zostawiamy branżę samą sobie, ona kurczy się, a państwo opiera się na imporcie, a nie własnych zasobach. Od 2008 roku jesteśmy importerem węgla netto i nadal państwo nie jednoznacznie nie rozstrzygnęło tego dylematu, że będzie się opierać na krajowej produkcji.

 

Problem w tym, że dotychczas każdy rząd jakoś nie garnie się do tego. Myślenie jest takie – Przetrwamy cztery lata, ktoś po nas tym się zajmie. W konsekwencji wypadają co jakiś czas kopalnie łańcucha wydobycia. I jeśli ten proces pójdzie dalej, to zostanie z  polskiego górnictwa, z kilkanaście rentownych, oczywiście też tylko na jakiś czas, kopalń, które pewnie sprywatyzują. Będziemy mieli wreszcie rentowność, przy faktycznej likwidacji branży i gigantycznym imporcie węgla dla potrzeb naszej elektroenergetyki właśnie na węglu opartym.

Proces przywracania górnictwu trwałej rentowności musi być oparty na rachunku ekonomicznym, ale w skali państwa, a nie pojedynczej kopalni czy kompanii węglowej. Jak najszybciej należałoby ustalić cenę parytetową węgla. To potencjalna średnia cena węgla importowanego do Polski, którą płaciliby krajowi odbiorcy, gdyby zaprzestano własnego wydobycia. Górnictwo w III RP z reguły sprzedawało węgiel znacznie poniżej ceny parytetowej. Ale obecnie rachunek musi być bardziej skomplikowany, gdyż trzeba również przy ustalaniu ceny parytetowej uwzględnić okoliczności olbrzymiego zadłużenia zagranicznego, a więc konieczności jego zmniejszania.

Reforma górnictwa a jednomandatowe okręgi wyborcze

Obecna sytuacja w górnictwie to nie tylko problem ekonomiczny, ale i polityczny. W tym sensie, że powodzenie reformy zależne jest od poziomu elit politycznych. A koń jaki jest, każdy widzi. Trzeba odwagi w myśleniu, odwagi w podejmowaniu decyzji i należy myśleć perspektywicznie. Jak na razie nie widzę, by PiS miał jakiś pomysł na górnictwo, choć powinien taki mieć, bo miał na to czas, będąc osiem lat w opozycji i pieniądze z budżetu państwa. Nie przekreślam z góry nowej ekipy rządowej, acz jestem sceptyczny, co do końcowego efektu nade wszystko w gospodarce, a w górnictwie w szczególności.

A nie byłoby od dawna również problemu rentowności górnictwa, tak jak i problemu gigantycznego zadłużenia zagranicznego, gdyby polskie elity polityczne były patriotyczne, odpowiedzialne i kreatywne. A byłyby, gdyby wprowadzona mechanizm ich pozytywnej selekcji wyborczej w postaci nowej ordynacji wyborczej opartej na regule JOW. I wtedy taki ktoś jak ja, nie musiałby co kilka lat wracać do nieustanie powracającego od 26 lat problemu kryzysowej sytuacji w górnictwie. Problemu dawno już by nie było.

11.02.2016.